Wpadłam w czasoprzestrzeń z pustym biegiem Księżyca... Pod cienką jak plazma skórą, czuję każdą komórkę ciała i nerw, który, boleśnie pulsuje,dźga moje jestestwo.
Otwieram i zniechęcona zamykam sprawy. Hamuję irytację. Plany biorą w łeb.
Byłoby łatwiej, gdyby tylko nie ta podświadomość, okrutnica jedna. Ale ona wie lepiej:
nic nie robię, czas ucieka i to nieubłaganie.
Nie przebiję głową muru... Zwalniam...
Na szczęście pusty bieg Księżyca nie trwa wieczne...

A do tej pory przekonany byłem, że każdy jego ruch warunkuje na nas i naszym otoczeniu określone cechy. Ale to moje subiektywne odczucie.
OdpowiedzUsuń