No brzmi dumnie, wiem. Ale nie ukrywam, że jestem dumna.
Strony
- Strona główna
- Pasje
- Wprawki.
- "Drogowskaz"
- "Powiernik"
- "Bajkowe Kolorowanki"
- "Amelka".
- "Znajdka"
- Dla milusińskich.
- Spotkania.
- "Na łączach".
- Sentencje.
- Okno życia.
- Serenada Mistrza.
- "Powiedz TO".
- Gdzie nabyć?
- Opowiadania
- Miniatury
- O czym szepce wiatr.
- Recykling Art.
- Koniec Świata.
- Szczęśliwego Nowego Roku
piątek, 22 listopada 2013
Kotek obraz i pociąg w wersji audio.
No brzmi dumnie, wiem. Ale nie ukrywam, że jestem dumna.
poniedziałek, 18 listopada 2013
Ego.
po cichu
na palcach
niepostrzeżenie
zakrada się
jak złodziej pod osłoną nocy
nacieka
rozprzestrzenia
wrasta między komórkami
upośledza ich funkcję
ego
carcinoma
duszy.
środa, 13 listopada 2013
Wieloznczanki
Tak mi się te moje przygody ze słowem w różnoraki sposób ujawniają. Taka krówka na ten przykład, ciągutka, którą pożerałam wieczorową porą ( wiem nie powinnam, ale LUBIĘ) z krówką co mleko daje. Jedno słowo a znaczenia różne. Tak więc na tapetę poszła KRÓWKA.
A po niej ZEBRA i tak oto napisałam dwa wierszyki - Wieloznaczanki,
czyli jak to jest dziwacznie, że jedno słowo ma więcej znaczeń.
A jak już napisałam, to i domowe studio poszło w ruch ;)
Mikrofon ledwie żyw, ale jeszcze dyszy. Cóż, jak się nie ma co się lubi...to się lubi co się ma.
hmmm. może Mikołaj to przeczyta i sprawi taki mikrofon marzeń... kto wie...
A po niej ZEBRA i tak oto napisałam dwa wierszyki - Wieloznaczanki,
czyli jak to jest dziwacznie, że jedno słowo ma więcej znaczeń.
A jak już napisałam, to i domowe studio poszło w ruch ;)
Mikrofon ledwie żyw, ale jeszcze dyszy. Cóż, jak się nie ma co się lubi...to się lubi co się ma.
hmmm. może Mikołaj to przeczyta i sprawi taki mikrofon marzeń... kto wie...
niedziela, 10 listopada 2013
Regionalizmy łódzkie.
A oto trzeci z konkursowych wierszy.
Tutaj użyłam regionalizmów łódzkich.
„Opowiastka o smaczkach językowych” .
Jak co wieczór, na krańcówce,
tam, gdzie każdy tramwaj po pracy spać chodzi.
W mieście, co z włókiennictwa słynie,
czyli po prostu w kochanej Łodzi.
Takie to oto słychać rozmowy:
- Panie „Jedynka”, czyś Pan gotowy?
- Och, jak co wieczór, na Pańskie mowy,
Panie „Szósteczko”. Jestem gotowy.
Dzisiaj na trasie, dajesz Pan wiarę,
znów podsłuchałem ja rozmów parę.
Mówi do wnusia staruszka babcia.
- A ty do szkoły to jedziesz w łapciach?
A na to wnuczek zaczął rwać włosy.
I krzyknął sobie w niebogłosy
-, Ależ ze mnie gapa!
I zaraz bystro, do
domu prysnął.
Słuchaj drogi mój kolego.
Mówić tego nie wypada,
ale powiem trudna rada.
Na przystanku sobie stoję
i otwieram drzwiczek troje.
A tu kanar nagle
wpada
Blady strach na wszystkich pada.
Kanar
woła: bileciki do kontroli,
albo kara, jak kto woli.
A kto nie ma bilecika,
to migawkę bardzo
proszę.
Gapowiczów ja nie znoszę.
Tego posłuchaj Panie „Jedynka”
o czym gadała pewna rodzinka,
co przyjechała w odwiedziny
do dość dawno nie widzianej cioci.
A ciocia z Miasta
Łodzi pochodzi:
- Pewnie na obiad jest zalewajka.
- Ja bym tam wolał na brzuszku
jajka.
- Albo wodziankę,
bardzo ją lubię,
zjadam ją pierwszy i tym się chlubię.
- A może dziada,
czy też prażoki.
- Chlebka z leberką,
ach to marzenie,
ślinka mi leci na to wspomnienie.
- Ja bym wolała angielkę
z mlekiem.
- A ja żulika zjem z apetytem.
Co byście zjedli ja się nie pytam.
Do swej rodzinki mamcia tak rzekła.
-, Po co wam waśnie i po co spory.
To wy kochani tego nie wiecie,
że tylko czarne
najlepsze w świecie?
Na to ciocia im odpowiada:
- Och, moi mili, przecież wy wiecie,
co ugotuję, to z chęcią zjecie.
I taki będzie finał tej bajki…
Że nagotuję wam zalewajki.
Ale historie to niebywałe.
Konwersowały sobie tramwaje.
Panie „Jedynka” niech Pan posłucha,
co dzisiaj wpadło do mego ucha.
Na przystanku, tuż przy Parku
Śledzia,
Antek bałuciarz
sobie siedział.
Ekspres
w spodniach miał otwarty
lecz o tym nie wiedział.
I spokojnie dalej siedział.
Potem wstał. A drugi bałuciarz,
też Antek, co na ławce obok siedział,
tak do niego rzecze:
- Ogarnij, że się człowiecze.
No i z sugestią na spodnie zerka, mówiąc doń:
- Ekspres w
spodniach masz Pan otwarty.
Zapnij go Pan, to nie żarty!
Antek zerka (i myśli), kijowo.
Ekspres jest odpięty.
Zakrył spodnie tytką. Wziął
kulosy za pas
i pobiegł, czym prędzej,
na skuśkę przez chęchy.
Po schódkach Antek
wbiegł
i by pozbyć się swych trosk,
biedak schował się za kiosk.
Siedzi i przy ekspresie
grzebie,
myśląc - Co to za badziewie.
Panie „Szóstko” te powiastki,
niebywałe, powiem szczerze.
Lecz w historie ja te wierzę.
Sam słyszałem to i owo. Niech Pan słucha.
Słowo w słowo prawdą będzie.
Siedział sobie w czwartym rzędzie
pewien „mość pan”, niech tak będzie.
Gdy już byłem na zakręcie
i wjeżdżałem już na Zdrowie
to on, zdanie takie powie:
- Halo Panie tramwajowy, do podróży Pan gotowy?
-
Mam już wino, śpiewnik,
no to jadziem do Łagiewnik.
Czyś Pan Panie ”Szóstko” słyszał, kiedy takie mowy?
Takie słowa? Aż mnie od nich nosi,
śnupa
mu się proszę Pana (myślę sobie) o coś prosi.
To historia, proszę Pana.
Śmiać się będę, aż do rana.
Pan” Jedynka „na to powie.
Po czym prychnął, zdrowo kichnął.
-Apsik!
- Na zdrowie.
- Dziękuję.
- Na zdrowie, to 9 do końca.
I tak śmiali się do rana,
gdy nadeszła pierwsza zmiana
i ruszyli ludzi wozić
po
kochanym Mieście Łodzi.
- Ewa V Maćkowiak-
Kotek, obraz i pociąg”
Na warsztacie z pierwszym
warsztacie literackim w ramach projektu "Ludzki język łódzki,
który prowadziła autorka wielu książek między innymi dla dzieci Pani Grażyna Bąkiewicz
Jednym z zadań, które robiliśmy na spotkaniu było polecenie, napisz tekst w którym użyjesz słów - kot- obraz - pociąg.
który prowadziła autorka wielu książek między innymi dla dzieci Pani Grażyna Bąkiewicz
Kotek, obraz i
pociąg”
Raz się kotek w łódzkim muzeum
pociągowi na obrazie przyglądał.
I aż miauknął głośno z zachwytu.
Do tej pory przecież nie wiedział,
jak taki pociąg wyglądał.
Obraz długi był na trzy ściany.
Bo to był pociąg, lokomotywa raczej,
z wiersza poety Tuwima słyszany.
A ten przecież z wielu wagonów
wszystkim dobrze jest już znany.
Siedzi, więc przed tym obrazem kotek.
Z zachwytu pyszczek swój otwiera.
Główką kręci, oczkami po obrazie wodzi.
Myśli sobie nasz koteczek:
takie cuda widzę tu w Muzeum Łodzi.
I widział koteczek tysiąc atletów.
I każdy z nich jadł tysiąc kotletów.
I widział, jak palacz węgiel w zbiornik sypie.
Siedzi dalej kotek i oczkami łypie.
I pomyślał sobie: cóż to jest za strata,
że tego nie widzi ni mama, ni tata.
Że w jednym z wagonów jest
Wielka armata,
Że stoły,
Że niedźwiedź,
Żyrafy
I słoń,
Że świnki tuczone,
I krowy,
I koń.
Że w jednym siedzą samiuśkie grubasy.
Siedzą i jedzą tłuściutkie kiełbasy.
Że w innym wagonie jest pełno bananów.
W następnym zaś stoi sześć fortepianów.
Aż w głowie od tego kotkowi się kręci.
Na inne obrazy też nabrała kot chęci.
Teraz się jednak do domu wybierze.
Choć zostałby tutaj,
- powiem wam to szczerze.
Raz się kotek w łódzkim muzeum
pociągowi na obrazie przyglądał.
I aż miauknął głośno z zachwytu.
Do tej pory przecież nie wiedział,
jak taki pociąg wyglądał.
Obraz długi był na trzy ściany.
Bo to był pociąg, lokomotywa raczej,
z wiersza poety Tuwima słyszany.
A ten przecież z wielu wagonów
wszystkim dobrze jest już znany.
Siedzi, więc przed tym obrazem kotek.
Z zachwytu pyszczek swój otwiera.
Główką kręci, oczkami po obrazie wodzi.
Myśli sobie nasz koteczek:
takie cuda widzę tu w Muzeum Łodzi.
I widział koteczek tysiąc atletów.
I każdy z nich jadł tysiąc kotletów.
I widział, jak palacz węgiel w zbiornik sypie.
Siedzi dalej kotek i oczkami łypie.
I pomyślał sobie: cóż to jest za strata,
że tego nie widzi ni mama, ni tata.
Że w jednym z wagonów jest
Wielka armata,
Że stoły,
Że niedźwiedź,
Żyrafy
I słoń,
Że świnki tuczone,
I krowy,
I koń.
Że w jednym siedzą samiuśkie grubasy.
Siedzą i jedzą tłuściutkie kiełbasy.
Że w innym wagonie jest pełno bananów.
W następnym zaś stoi sześć fortepianów.
Aż w głowie od tego kotkowi się kręci.
Na inne obrazy też nabrała kot chęci.
Teraz się jednak do domu wybierze.
Choć zostałby tutaj,
- powiem wam to szczerze.
-Ewa V Maćkowiak-
W Muzeum Miasta Łodzi
Ogromne to dla mnie to wyróżnienie, to wyróżnienie.
Dziwnie brzmi, to już 'biegnę' wyjaśnić.
Wysłałam na konkurs trzy wiersze.
I cieszy mnie to, że zostały zauważone i dostały dyplom.
Tym bardziej, że do konkursu przystąpiło osiemdziesiąt dwie osoby.
Na podium nie stanęłam, cóż, ale jak tu się nie cieszyć z Dyplomu.
I cieszy mnie to, że zostały zauważone i dostały dyplom.
Tym bardziej, że do konkursu przystąpiło osiemdziesiąt dwie osoby.
Na podium nie stanęłam, cóż, ale jak tu się nie cieszyć z Dyplomu.
Poniżej przedstawiam całą trójkę. Ale patrząc na długość,
to chyba jednak rozmieszczę je w oddzielnych postach.
to chyba jednak rozmieszczę je w oddzielnych postach.
„Jak Wena
pomogła tajemnicę wyjaśnić” .
Panie
Julianie, Panie Tuwimie.
Niech na
mnie Pana Wena spłynie.
Ja jestem tu
na ziemi w potrzebie.
A Panu
pewnie zbędna jest w niebie.
Ach Pani
Wena. Tak. Jest tu i odpoczywa.
Ale
przybędzie, bo jest życzliwa.
Już ją
wysłałem i bardzo proszę
z Weną
wyjaśnić, jedną historię.
Dziękuję
Panu niesłychanie.
Wykonam z
Weną to zadanie.
O co Pan
prosił, tak się też stanie.
Zabieram
się, więc za wyjaśnianie…
Szedł Grześ
przez wieś,
jak bajkowa
niesie wieść.
Idzie, idzie,
piasek gubi.
Może chodzić
sobie lubi?
We wsi ludzie
już gadają:
„Czy ten Jasio
nie jest głupi?”
Czemu worka
nie załata,
tylko z dziurą
w worku lata?
Od wieczora
aż do rana
droga piachem
zasypana.
Być nie może,
nie do wiary.
Pyta Grzesia
Pan Hilary:
„Czy Pan nosisz
okulary?”
Na te słowa
Grzesiu rzecze:
„Okularów ja
nie noszę.”
Pan Hilary
się nastroszył:
„To pan
zacznij! Bardzo proszę!”
Piachu więcej
już nie zniosę!
Dziadek z
babcią
i ich wnuczek,
co ciągnęli z
ziemi rzepkę.
I psiak
Mruczek,
co ją ciągnął,
z babcią,
dziadkiem na doczepkę,
wnet rzucili
swe zajęcie,
głośno
krzycząc:
-, Co Pan
chodzisz tak zawzięcie?!
Znajdź Pan inne
już zajęcie!
Babcia
i jej kurka,
Zwariowana
Złotopiórka,
co razem
leciały
po niebie w
aeroplanie,
krzyknęły z
góry:
„Grzesiu
kochany,
niechże się
Grześ zlituje, o rany!
Niechże się
Grześ
wreszcie
obejrzy.
Niechże wreszcie Grzesiu stanie,
bo się piasek
sypie z worka
przez całą wieś
za panem.”
Na to wszystko
Tralalona -
Tralalińskiego
żona - rzecze:
„Ja to myślę,
i powiem
szczerze,
i chociaż sama
w to nie wierzę,
lecz słyszałam
taką wieść,
że on krąży w
tę, z powrotem,
by mógł coś
po drodze
zjeść:
jabłko, śliwkę,
słodki groszek.
Skubnie Grzesiu
gdzieś przy
płocie.
…
Szedł Grześ
przez wieś,
jak bajkowa
niesie wieść.
Macie rację,
piasek gubi.
Ale Grześ to
bardzo lubi.
No i wcale
nie jest głupi.
No i worka nie
załata.
Będzie latał,
tak, jak lata.
Od wieczora aż
do rana.
Okularów
też nie kupi.
I chodzenia nie
porzuci.
Plotki także
dzielnie
zniesie
Wiecie, co się
dzieje z Grzesiem?
Nie?
To wam powiem,
bardzo proszę.
Tajemnicy już
nie zniosę.
Ani chwilki,
ani krztyny,
Posłuchajcie,
więc nowiny.
Krąży biedak
W tę, z
powrotem,
bo przechadza
się pod płotem
pewnej panny,
Samochwały
Zosi,
co to w Łodzi
sobie mieszka.
Na wakacje
tu przyjeżdża.
Babcię, dziadka
swych odwiedza.
Ot, o Grzesiu
cała wiedza,
Bo Grześ w Zosi
zakochany.
Krąży wokół
domu panny.
Lubej swojej
wypatruje.
O laboga!
Na me rany!
Grzesiu w Zosi
zakochany?
Ale heca!
To ci wieści!
To się w głowie
mam nie mieści.
Taka to
historia, ot.
Wstyd to
wielki.
Powiem wam,
teraz już tę
wiedzę mam.
Nie należy
(za nic w
świecie)
sądzić innych
tak pochopnie.
Potem czuć się
tak okropnie.
Nim za głupca
kogoś bierzesz,
pierwej pomyśl.
Powiem
szczerze,
bo (jak pewnie
wszyscy wiecie)
dla miłości
człek jest
gotów
różne dziwy
zrobić przecież.
Już nie dziwi
Ciebie teraz,
że co gubi, to
znów zbiera?
Panie
Tuwimie. Panie Julianie.
Czy
wypełniałam swoje zadanie?
Ach,
wypełniła Pani zadanie.
Niechże się,
więc tak też stanie,
że Wena z
Panią na zawsze zostanie.
Pani tam na
ziemi jest w potrzebie.
Mnie tu nie
trzeba Weny jest w niebie.
Niech Pani
teraz sławę przynosi.
Bo Pani
talent o to się prosi.
Dziękuję
Panu niesłychanie.
Z Weną już
nigdy się nie rozstanę.
-Ewa V Maćkowiak-
Subskrybuj:
Posty (Atom)