sobota, 18 stycznia 2014

Makowa panienka.

Tak się zastanawiam nad wierszem
Czy zostawić wersję z dziadem czy bez dziada...

W ciszy, co jak makiem zasiał
Panna makowa zakwita
Rumieńcem nieśmiałym
Siała baba
Pannę makową ową
Niechby by tam na grzechotkę
Zasiać
Melodię wygrać
Do tańca
Do życia

A gdybyż zatruć się zdarzyło
Wywar podać
Z dziewanny- leczniczej panny
Dziewanna - lecznicza panna
Zakwita w jałowych glebach
Silna, dobroczynna
Na śmierć jednak
Nie ma serum.
-Ewa V Maćkowiak-
                                        LUB  może w wersji z dziadem...
W ciszy, co jak makiem zasiał
Panna makowa zakwita
Rumieńcem nieśmiałym
Siała baba
Pannę makową ową
Niechby by tam na grzechotkę
Zasiać
Melodię wygrać
Do tańca
Do życia


A dziad wiedział nie powiedział
A to było tak
Wydoić
Z mleka wykapać
Do cna do ostatka
Odtańczyć białe tango
Pląsając nieczyste dźwięki
Z białą kostuchą
Połączyć pulsy
Tylko krok jakiś posuwisty
Wzrok tępy  
I głucho i pusto i byle jak

A gdybyż zatruć się zdarzyło
Wywar podać
Z dziewanny- leczniczej panny
Dziewanna - lecznicza panna
Zakwita w jałowych glebach
Silna, dobroczynna
Na śmierć jednak
Nie ma serum.

-Ewa V Maćkowiak-

niedziela, 5 stycznia 2014

Postanowienia Noworoczne.


Każdy sobie coś postanawia ( prawie każdy).
Ja od jakiegoś czasu nie postanawiam, taka asekuracja przed złym nastrojem.
Bo jak nie dotrzymam tego co obiecałam ( a zdarzało się, zdarzało), takie sobie postanowienia- obiecanki i wyszło, obiecanki cacanki a głupiemu radość...
No to się potem źle czuję, dodatkowe zniżki są zbędne, więc nie postanawiam.
W końcu masochistką nie jestem.
Ale zobaczyłam śliczne zdjęcie i tak mnie jakoś zachęciło do postanowień.
Podejmę się więc to zadanie. I postanawiam w Nowym Roku dać sobie:

Więcej snu.
Więcej książek.
Więcej  spacerów.
Więcej kreatywności.
Więcej kontaktów z Weną.
Więcej spotkań z przyjaciółmi.
Więcej dobrej herbatki.
Więcej wiary w siebie.
Więcej uśmiechu.
Więcej miłości.
Więcej zabawy.
Więcej luzu.

Postanawiam, że... Rok 2014 to
31 stycznia 2014 roku rozpocznie się chiński rok Drewnianego Konia. Po okresie zastoju, który charakteryzował ubiegłe 12 miesięcy, wreszcie nastąpi ożywienie. Będzie to dobry czas dla nowych przedsięwzięć.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/horoskopy/news-wielki-chinski-horoskop-na-rok-2014,nId,1077906?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

31 stycznia 2014 roku rozpocznie się chiński rok Drewnianego Konia.   Po okresie zastoju, który charakteryzował ubiegłe 12 miesięcy, wreszcie nastąpi ożywienie. Będzie to dobry czas dla nowych przedsięwzięć

Koza

    “17.02.1931 – 05.02.1932 05.02.1943 – 24.01.1944 24.01.1955 – 11.02.1956 09.02.1967 – 29.01.1968 28.01.1979 – 15.02.1980 15.02.1991 – 03.02.1992 01.02.2003 – 21.01.2004”

Główne cechy charakteru: nieśmiałość, dobry gust, kreatywność.

Co cię czeka? Ten znak w roku Konia wygrał los na loterii. Na horyzoncie zgromadziło się wiele pomyślnych gwiazd, które zapewnią Kozie powodzenie. Cokolwiek więc sobie zaplanuje, spełni się. Powinna jednak pamiętać, by poskromić lenistwo i zadbać o dobre samopoczucie bliskich osób. Wrodzona szczodrość skłoni Kozy do obdarzenia swymi łaskami ludzi, którzy na to nie zasługują. Ale to nie zaszkodzi jej interesom.

Praca Kalendarz Kozy będzie pękał od terminów spotkań, w jej głowie pojawi się mnóstwo nowych projektów. Koza będzie bardzo zajęta, lecz te wysiłki uwieńczą sukcesy i zaszczyty, dzięki którym zapomni o zmęczeniu. Bardzo możliwe, że otrzyma cenną nagrodę albo wygra prestiżowy konkurs. Jeżeli więc to utalentowane zwierzę ma zamiar wydać książkę lub zreformować firmę, niech szybko zabierze się do roboty.

Koza

Cytat


17.02.1931 – 05.02.1932 05.02.1943 – 24.01.1944 24.01.1955 – 11.02.1956 09.02.1967 – 29.01.1968 28.01.1979 – 15.02.1980 15.02.1991 – 03.02.1992 01.02.2003 – 21.01.2004
Główne cechy charakteru: nieśmiałość, dobry gust, kreatywność.
Co cię czeka? Ten znak w roku Konia wygrał los na loterii. Na horyzoncie zgromadziło się wiele pomyślnych gwiazd, które zapewnią Kozie powodzenie. Cokolwiek więc sobie zaplanuje, spełni się. Powinna jednak pamiętać, by poskromić lenistwo i zadbać o dobre samopoczucie bliskich osób. Wrodzona szczodrość skłoni Kozy do obdarzenia swymi łaskami ludzi, którzy na to nie zasługują. Ale to nie zaszkodzi jej interesom.
Praca Kalendarz Kozy będzie pękał od terminów spotkań, w jej głowie pojawi się mnóstwo nowych projektów. Koza będzie bardzo zajęta, lecz te wysiłki uwieńczą sukcesy i zaszczyty, dzięki którym zapomni o zmęczeniu. Bardzo możliwe, że otrzyma cenną nagrodę albo wygra prestiżowy konkurs. Jeżeli więc to utalentowane zwierzę ma zamiar wydać książkę lub zreformować firmę, niech szybko zabierze się do roboty.
Miłość To znów jedyny znak chińskiego horoskopu, którzy może bez obaw zawrzeć małżeństwo w roku Konia. Zwłaszcza gdy jej wybrankiem jest osoba urodzona w znaku Świni. Jeśli żyje w stałym związku, partner otoczy Kozę opieką i czułością. Samotne Kozy nie będą narzekać na brak powodzenia. Niech tylko wybiorą mądrze, bo serce często bierze u nich górę nad głosem rozsądku.


Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/horoskopy/news-wielki-chinski-horoskop-na-rok-2014,nId,1077906?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Miłość To znów jedyny znak chińskiego horoskopu, którzy może bez obaw zawrzeć małżeństwo w roku Konia. Zwłaszcza gdy jej wybrankiem jest osoba urodzona w znaku Świni. Jeśli żyje w stałym związku, partner otoczy Kozę opieką i czułością. Samotne Kozy nie będą narzekać na brak powodzenia. Niech tylko wybiorą mądrze, bo serce często bierze u nich górę nad głosem rozsądku.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/horoskopy/news-wielki-chinski-horoskop-na-rok-2014,nId,1077906?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Miłość To znów jedyny znak chińskiego horoskopu, którzy może bez obaw zawrzeć małżeństwo w roku Konia. Zwłaszcza gdy jej wybrankiem jest osoba urodzona w znaku Świni. Jeśli żyje w stałym związku, partner otoczy Kozę opieką i czułością. Samotne Kozy nie będą narzekać na brak powodzenia. Niech tylko wybiorą mądrze, bo serce często bierze u nich górę nad głosem rozsądku.

Koza

Cytat


17.02.1931 – 05.02.1932 05.02.1943 – 24.01.1944 24.01.1955 – 11.02.1956 09.02.1967 – 29.01.1968 28.01.1979 – 15.02.1980 15.02.1991 – 03.02.1992 01.02.2003 – 21.01.2004
Główne cechy charakteru: nieśmiałość, dobry gust, kreatywność.
Co cię czeka? Ten znak w roku Konia wygrał los na loterii. Na horyzoncie zgromadziło się wiele pomyślnych gwiazd, które zapewnią Kozie powodzenie. Cokolwiek więc sobie zaplanuje, spełni się. Powinna jednak pamiętać, by poskromić lenistwo i zadbać o dobre samopoczucie bliskich osób. Wrodzona szczodrość skłoni Kozy do obdarzenia swymi łaskami ludzi, którzy na to nie zasługują. Ale to nie zaszkodzi jej interesom.
Praca Kalendarz Kozy będzie pękał od terminów spotkań, w jej głowie pojawi się mnóstwo nowych projektów. Koza będzie bardzo zajęta, lecz te wysiłki uwieńczą sukcesy i zaszczyty, dzięki którym zapomni o zmęczeniu. Bardzo możliwe, że otrzyma cenną nagrodę albo wygra prestiżowy konkurs. Jeżeli więc to utalentowane zwierzę ma zamiar wydać książkę lub zreformować firmę, niech szybko zabierze się do roboty.


Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/horoskopy/news-wielki-chinski-horoskop-na-rok-2014,nId,1077906?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox




piątek, 3 stycznia 2014

N.N.


**********
Rozszumiały się
zaglądały w okna
w dusze
zielonymi oczami
i płakały
liśćmi
jakby pojęły mowę ludzi
wierzby płaczące.

Gdyby tak rozgryźć
język tej zieleni
pojęlibyśmy
nicość
naszą.

Baba Jaga



„Jak Babcia Jagoda o Babci Jadzie  opowiadała”
Przed domkiem na kurzej łapce.
Babcia Jaga siedziała na ławce.
Dookoła domku, ni żywego ducha.
Tylko z komina biały dym buchał.

Przy babci tylko czarny kot siedzi.
I jednym okiem wróbelki śledzi.
Babcia wróbelkom chlebek kruszy.
Kot, choć jest godny, wróbli nie ruszy.

Bo kotek, tak ja babcia Jaga,
tylko pierniczki z domku zajada.
Mleczkiem popija i mruczy sobie,
– Krzywdy ja ptaszkom nigdy nie zrobię.

Babcia jest dumna ze swego kota,
Chociaż czasami zła jest na trzpiota.
Bo zamiast myszki gonić niecnota.
On jak szalony skacze po płotach.

To babcia krzyczy- nie skacz już trzpiocie,
bo mi połamiesz paluszki w płocie.
Bo płot z paluszków był zbudowany.
To chyba wiecie, moi kochani.

Z paluszków płotek, a dom z pierników.
Dym z cukrowej jest zaś waty.
No a dach tej słynnej chaty.
w batoniki, herbatniki jest bogaty.

W rzeczce, co się koło domu wije.
Nie zgadniecie, czekolada sobie płynie.
A na drzewach, emememsy rosną.
A jak kolorowo od nich bywa wiosną.

Babcia Jaga tych słodkości pilnuje.
I na ławce łakomczuchów wypatruje.
Jak się ktoś do domu babci zakrada.
To go babcia ofuknie - A fe! A nie wypada!

Dobrze, że takich chatek nie ma na świecie.
Czy wiecie kochane dzieci, dlaczego?
Bo że to wiecie jak nic daję głowę.
Tak! Bo słodycze nie są wcale zdrowe.






środa, 1 stycznia 2014

List.

A zamieszczę tu kawałek całości. Zamieszczę poddając ją Waszej opinii ...
Śmiało proszę o wypowiedź. Każdą chętnie, acz nie ukrywam z małym drżeniem przeczytam. 
Przecież wiemy, że krytyka jest wtedy dobra, jeśli to my krytykujemy, a nie nas  ;)

Liścik.



–Cześć Maju.
– Cześć Melu. Co tam słychować w wielkim świecie.
–Twój chyba troszkę większy i bardziej światowy. A w moim jakieś „wypominki” mnie naszły czy też raczej przypominki. Ten zimowy czas mnie tak nastraja czy co.
– A co się tobie wypo… czy też  przypominało, powiesz?
– A powiem, a jakże.

Życie bywa zaskakujące. Ludzie bywają zaskakujący a może raczej, potrafią zaskoczyć. Znałam kiedyś, nie no dalej znam, bo zabrzmiało jakby ten ktoś zmienił miejsce pobytu na ul. Niebową. Po prostu teraz rzadziej się komunikujemy, ale kiedy były to częstsze spotkania usłyszałam nie jedną zabawną historyjkę. Chociaż tak naprawdę nic śmiesznego nie było w tym, co doprowadziło do tej „scenki”, no, ale to już zupełnie inna historia i może nawet bardziej dla Ciebie „zawodowo”.
Daleko, daleko, za górą za rzeką, za rozległą równiną, głęboką doliną, gdzieś na końcu świata, gdzie wiatr bieg zawraca , stała sobie chatka… No już nie wzdychaj, znasz mnie, lubię wątków wiele. Blllll, wracam na tory.
Otóż ta przemiła niewiasta Władzia, miała męża i dwoje dzieci, dziewczynkę i chłopca. Dzieci rosły rosły, rosły pod okiem i skrzydłami opiekuńczej rodzicielki. Może nawet nadopiekuńczej. Nadopiekuńczość była tak wielka, że rozlała się przy okazji na osobistego męża. Rozlała się tak, że plama tego uczucia zalała i zatopiła wszelką pochodząca od wewnątrz chęć do zrobienia przez nich czegokolwiek ot tak. Dom należał do niewiasty. Dom i wszelkie obowiązki, śmiało mogłabym rzec wszystkie. I tak mijały dni, tygodnie, miesiące i lata… Niewiasta zalewała swą opieką domowników i zalewała. Aż pewnego dnia dopadła ją nieznana jej dotąd niemoc. Owładnęła nią w pewien zimowy dzień. Owładnęła od momentu, kiedy tylko postawiła swą nogę za próg domu. Panował w nim półmrok i chłód. Zaświeciła światło dom rozjaśniał, ale chłód nie zniknął. Dziś szczególnie przydałoby się ciepło, pomyślała. Autobusy „grzęzły” w zaspach. Wracała do domu na pieszo, zima tak dopiekła, że nie było, czym wracać z pracy, ciężkiej pracy. Rączki od wypchanej zakupami torby niemiłosiernie wżynały się w dłonie. Nie wiedziała czy w ogóle je dźwiga, mróz pozbawił ją czucia. Postawiła ciężary tuż przy progu i nie zdejmując ubrań weszła do środka. Cisza, ni żywej duszy. Pewnie mężuś poszedł, komu pomóc, pewnie córka w szkole, pewnie syn w pracy. Tak na pewno są zajęci pomyślała chyba bardziej po to, żeby nie poczuć zawodu, żeby nie stały się prawdą myśli, które od niedawna zaczęły jej biegać po głowie, że jest sama całym domu. Sama i wykorzystywana i, że ona osobiście na to pozwoliła.
Nie, nie, odgoniła natrętne myśli, na pewno są zajęci. Zaraz wszystko ogarnę, rozpalę w piecu, wstawię obiad… i z tą myślą powędrowała do drewutni. Niestety nie było ani drweka, ni draski do rozpalenia.
Tego już było zmęczonej kobiecie dość. Zeźlona do czerwoności zgarnęła najdłuższą deskę, jaką mogła udźwignąć i zataszczyła do domu. Zdjęła z pieca wszystkie fajerki zapakowała dechę tak, że wystawała do samiusich drzwi, tak, żeby wchodzącego mężusia czy synusia przywitała swym zasięgiem już od progu. Tadam! Potem rozebrała się i położyła pod kocami. Zdrzemnę się niech się dzieje, co chce. Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła. I nic dziwnego, koń też ma swoje granice wytrzymałości. Obojętne czy ten na sieczkę czy na oktany. Obudził ją hałas podniesionych głosów. Uniosła głowę a nad nią pochylał się jej ukochany synuś i czule zapytał.
– Mamo, źle się czujesz?
– Nie, czuję się dobrze. – Odpowiedziała zgodnie z prawdą.
– A coś się stało? Ze strachem dalej pytał syn.
– A co się miało stać, leżę sobie.
– No właśnie. A obiad?
– O dziękuję, że się o mnie troszczysz, zjadłabym.
–, Ale ja się pytam czy będzie obiad?
– Ooo, a to nie ma???
– Nie ma.
– Niemożliwe, zajrzyj do garnków.
– Nie ma!
–, O co za licho. Jak to nie ma?! Przecież dzień w dzień jest! Zajrzyj raz jeszcze!
– Mamo, żadnego obiadu nie ma, przecież mówię!
– Chyba raczej krzyczysz. Więc przestań, bo sama jestem zdziwiona i zdenerwowana. Sprawdź, raz jeszcze. Nie ugotował się ???
–, Ale m ó w i ę, że nieee maaa! I cooo Tyyy, przecież się sam nie goootuuuje!
– Nooo coooś tyyyy obiad się sam nie gotuje?! A ja głupia, co dzień słyszę, że się sam gotuje. Ciągle to mówicie, oj nie narzekaj, nie narzekaj, co to za mecyje, przecież obiad się sam gotuje.
No to wróciłam dziś z pracy zmęczona, zmarznięta. Weszłam do pustego zimnego domu, położyłam się na kanapie, jak wy macie w zwyczaju i czekałam na to, aż się zacznie gotować i widzisz synuś przysnęło mi się. I wiesz, co śniłam piękny sen, śniłam dopóki ty swoim świdrującym wzrokiem mnie nie obudziłeś. I wiesz, co szkoda, że już nie śnię, bo było to naprawdę przyjemne.
A zresztą przecież napisałam do was karteczkę, wisi na korkowej tablicy przy kuchni, „Bar Stokrotka”. Tam gdzie składacie zamówienia na domowe obiadki. Nie czytaliście?
Kochanie włożyłam ci do pieca podpałkę, tą, co ją tak pięknie dla mojej wygody porąbałeś i poukładałeś na stosiki. Przyniosłam i włożyłam żebyś nie musiał chodzić w ten siarczysty mróz do drewutni. Wystarczy, że podpalisz zapałeczką i już ogień buchnie, aż miło. Rozpal, więc tylko, dasz radę, przecież to proste jak zawsze tłumaczysz, żadne mecyjom. A, o mało nie zapomniałam, postaw garnki na piecu, niech się obiad gotuje, żebyście głodni nie byli a i ja zjem z apetytem jak wstanę. Ja się położyłam, chyba nie będziesz miał za złe, że przed tobą. Władzia.

– Może chcesz wiedzieć o mi się śniło? Z chęcią opowiem....